Jak przystało na styczeń, nadeszła wreszcie prawdziwa zima. Po dużych mrozach, przyszedł czas i na śnieg. Dziś pada od rana, dlatego teraz  będzie o ciężarze śniegu i wynikających z tego zagrożeniach dla roślin. Pewnie każdy mniej lub bardziej, zdaje sobie sprawę z tego, że opady, głównie mokrego śniegu są ciężkie, ale czy wiemy jak przed tym ustrzec nasze rośliny? 

Świeży śnieg

Świeży śnieg

Polskie zimy ostatnio są nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo czy będzie śnieg czy go nie będzie. Ja, jednak co roku, późną jesienią, mam na swojej liście zadań specjalnych, zabezpieczenie roślin przed śniegiem. Głównie mam na myśli moje wysokie cisy i tuje. Po wymianie tuj brabant na szmaragdy, moja opieka ogranicza się jedynie do strzepnięcia z nich śniegu, po dużych opadach. Gdy rośliny są wysokie, najlepiej robić to szczotką na długim kiju. Ważne jest, aby robić to delikatnie i najlepiej gdy nie ma wielkiego mrozu. W przeciwnym razie zmrożone rośliny, obłamiemy  z przyrostów, bo są one wtedy sztywne i kruche. Oczywiście jeśli nie mamy wyboru i rośliny leżą niemalże na ziemi pod ciężarem śniegu, należy im ulżyć natychmiast. Jeśli tego nie zrobimy, liczmy się ze złamaniem rośliny, która poprostu nie wytrzyma pod naporem ciężkiego śniegu.

Zaskakujące, jesienne opady śniegu powaliły miskanty i zasypały hamak

Zaskakujące, jesienne opady śniegu powaliły miskanty i zasypały hamak

O ile z tujami, wystarczy się posłużyć szczotką, o tyle z cisami nie jest już tak lekko. Moje cisy sięgają już pierwszego piętra i ich szerokość jest ku górze coraz większa. W związku z tym, co roku, jesienią, związujemy je od dołu do góry, okręcając sznurkiem, tak jak się okręca choinkę bożonarodzeniową, łańcuchem. Ten sposób sprawdza się zawsze – nawet zimą, jeśli braknie nam czasu jesienią. Dzięki takim zabiegom, wiosną wszystkie gałązki trzymają pion i wszystko wygląda atrakcyjnie.

Zimowy ogród, a w nim przygnieciony cis przy ścianie garażu

Zimowy ogród, a w nim przygnieciony cis przy ścianie garażu

Któregoś roku, myślałam, że zimy nie będzie i nie związałam swoich cisów. Jednego ranka, po przebudzeniu, dostrzegłam, że prawie 3 metrowe iglaki leżą niemalże na ziemi, przygniecione toną mokrego śniegu. Samo strzepnięcie białej pokrywy pomogło tylko w pewnym stopniu. Wiosną roślina wyglądała strasznie. Rozwiązanie problemu przyniosło dopiero związanie cisa w taki sam sposób w jaki powinnam była to zrobić jesienią i pozostawienie go w takim stanie przez dwa miesiące. Po tym czasie iglak znów stał dumnie i patrzył w górę, a nie na boki 🙂

Ps. Pamiętajcie, ze śniegiem jest tak jak ze wszystkim. Fajny jest, ale nie w nadmiarze. Skoro, jednak idą ferie, to niech pada dla dzieciaków 🙂

Bałwan

Pora na bałwana