Hej, hej, witajcie ogrodnicy! Dawno mnie tu nie było, ale nie chciałam pisać o byle czym, byle by tylko coś się pojawiało. Dziś mam dla Was prawdziwe porady, które podsunęło mi samo życie. Jeśli macie problem z niechcianymi pniami i korzeniami po ściętych drzewach lub krzewach, ten tekst napewno Was zainteresuje. 

Ileż to razy patrzymy na puszczające z boku pnia, zielone odrosty i ileż razy obcinamy je sekatorem, by za jakiś czas przekonać się, że znów musimy się nad tym pochylić. Wrażenie wykonywania syzyfowej pracy dopadło również mnie i dlatego podsuwam Wam sposoby na skuteczne pozbycie się problemu. Do bardzo uporczywych pniaków zaliczam głóg, orzecha, irgi, leszczyny , derenia, klon i brzozę. Owocowe i jarzębina też potrafią dać się we znaki.

stary pień, który stał się „domem’ dla dzikiego bzu

W letnisku, jak do tej pory, wycinaliśmy wszystko jak najniżej piłą łańcuchową i za każdym razem tępiliśmy łańcuch. Jeśli o mnie chodzi, jestem w stanie, zawozić łańcuch do ostrzenia, po każdym pniaku, byle by one znikały z powierzchni ziemi. Niektóre, jednak są bardziej uparte i trzeba się do nich mocniej przyłożyć.

Oto sposoby

  1. Wykopanie pniaka, czyli roboty mnóstwo, ale efekt gwarantowany. Co ważne, sposób nie zagrażający środowisku naturalnemu.

najczęściej pozbywam się korzeni poprzez ich wykopanie

  1. Wyrwanie za pomocą traktora i liny – linka lub łańcuch im krótszy tym lepszy, ze względów bezpieczeństwa. Ta metoda sprawdzi się pod warunkiem, że dysponujemy ciężkim sprzętem i wjazdem na działkę.
  2. Nieszczęsny Roundap. Według mnie metoda najgorsza i dla ludzi i dla przyrody. Nie polecam.
  3. Posypywanie solą. Jest to metoda stosowana przez wielu ogrodników, lecz budząca sporo kontrowersji. Jej zwolennicy twierdzą, że sól uśmierci pniaka i skończy z odrostami. Przeciwnicy uważają, że sól jedynie zasoli podłoże i nic już na nim, przez bardzo długi czas, nie urośnie, a samo drewno zostanie dodatkowo zakonserwowane i bardziej stwardnieje. Osobiście nie próbowałam.
  4. Zaszczepienie w pniaku grzybni boczniaka, płomiennicy lub twardziaka. W tym celu trzeba wywiercić w pniaku dziury na 10 cm. w głąb i wbić w nie drewniane kołki z grzybnią. Resztę natura sama zrobi. Bardzo podoba mi się ten sposób i uważam, że jest ciekawy. Jeśli do zalet dołożymy jeszcze to, że nie zatruwamy przy tym środowiska naturalnego, to jest to bombowe rozwiązanie. Minusem jest okres oczekiwania na efekty. Trzeba poczekać około 2 lat.
  5. Zrobienie ogniska na pniu. Musi być suche drzewo i kilka godzin palenia. Spalenie zostanie przyspieszone gdy ponacinamy pniaka klinem i siekierką. Wtedy ogień szybciej penetruje drewno.

ognisko rozpalone na starym pniu

  1. Posypanie pnia saletrą amonową, która przyspiesza rozkład materii organicznej. Dla zwiększenia powodzenia przedsięwzięcia, warto pień zasklepić od góry mokrą ziemią, utrzymującą wilgoć.
  2. Zamówić profesjonalną firmę i sfrezować pień. Po takiej operacji zostaje nam trochę trocin, które na pewno przydadzą się w ogrodzie i miejsce, na którym od razu możemy coś posadzić. Frezarka usuwa pozostałości po drzewie do głębokości 60 cm. w głąb ziemi.
  3. W przypadku zdecydowanie upartych pni, pozostaje nam ich akceptacja i zaaranżowanie przestrzeni ogrodowej tak, by zrobić z nich użytek. Można posadzić obok roślinę płożącą, która zakryje pień lub użyć go jako postument do wyeksponowania jakiejś gustownej ozdoby ogrodowej. Fajny pień sprawdzi się też jako podstawa oświetlenia. W ogrodzie jest jak w życiu – jeśli nie możemy czegoś zmienić, pozostaje nam to zaakceptować.

Powodzenia 🙂