Dziś grad zdjęć, ale jak ich nie pokazać skoro są takie piękne? Prawdę mówiąc to było już jakiś czas temu, ale….co tam 🙂 Jak co roku, jesienią zachwycały mnie moje rośliny. Głównie oczekiwałam na czerwień octowców, które co prawda powinny już być 2 lub 3 razy większe, ale czemu się dziwić, skoro rosną w miejscu dawnej kamienistej drogi. Wygląda na to, że wreszcie zaczyna być widać te rośliny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na fotografiach widać 2 ogrody: ten „przydomowy” i ten „za garażowy”, który dziś debiutuje na blogu 🙂

Czerwień „osiadła” na większości roślin

Już nie mogę się doczekać wysokiego rzędu brzóz. Na ich tle, sumaki, irgi, dereń i  róża pomarszczona. A u stóp brzóz, różne kosaćce, żeby było kolorowo.

Na ścianie garażu coraz dzielniej pnie się winobluszcz trójklapowy. Piękny widok!

Tylko brzozy postanowiły dla odmiany stać się złote. Kto wie, może jeszcze za ich ścianą pojawi się rząd świerków? Życie pokazuje, że wszystko jest możliwe 🙂

No dobrze :-), ozłociły się też irysy syberyjskie

A to jedna z pęcherznic, która całą jesień stała z bryłą korzeniową, czekając na miejsce docelowe i przebarwiając się w między czasie, tak jak nigdy dotąd.

Ostatnie kwiaty tej jesieni: chryzantemy i powojnik, który nagle postanowił zmienić kolor na bardziej intensywny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dużym atutem mojego ogrodu jest górujący nad nim starodrzew. Wygląda naprawdę niesamowicie i to w czasie każdej pory roku. Oto i on.

Prawda, że pięknie?