W niedzielny poranek, zaraz po przebudzeniu, wyjrzałam ze strachem za okno i zobaczyłam to, czego się obawiałam. Po całym tygodniu przesadzania roślin, zmroził je 4- stopniowy mróz. Nie wiem co z nimi będzie. Tyle trudu i takie wspaniałe rośliny. Na domiar złego, przez 2 następne noce, temperatura była identyczna. Podobno ziemia w środku jest ciepła i korzeniom nic nie będzie, ale nie jestem przekonana. Do wiosny będę się więc stresować i czekać co dalej będzie.

Zimowo nastawiona, poszłam do lasu i nagrabiłam 2 ubite worki liści, żeby
w razie mrozu mieć czym okrywać rośliny, bo w sadzie jeszcze nic nie spadło.

Co mnie podkusiło żeby akurat wtedy przesadzać i żeby zignorować prognozę pogody? Teraz całą jesień będę chodzić koło tych roślin i je dotykać, czy aby nie przysychają im gałązki. Za to całą zimę będę przyglądać się szpalerowi i obawiać się co się okaże na wiosnę.

A to zdjęcia tego wstrętnego, nikomu niepotrzebnego mrozu i przesadzonych tuj szmaragd