W moim ogrodzie w tym roku nastąpił prawdziwy rozkwit roślin pnących. Obok niezawodnych bluszczy, winobluszczy i glicynii tego roku zagościły tutaj clematisy i upragniony milin amerykański. To właśnie on zrobił mi jedną z dwóch, największych, ogrodowych  letnich niespodzianek. Dostałam go od mojej siostry, która tak jak ja, uwielbia rośliny i ma ich naprawdę mnóstwo. Tak więc milina dostałam na początku lata. Dzielił on doniczkę z miskantem gracillimusem, a kiedy podrósł, mimo tego, że był środek sezonu, postanowiłam go przesadzić na docelowe miejsce. Specjalnie dla niego wyciągnęłam na światło dzienne, pospawaną, metalową podporę, która około 15 lat temu została zrobiona na polecenie mojego taty i do tej pory nieużywana! Wymyśliłam sobie, że przemaluję tę podporę na biało i wbiję przy murze, za szpalerkiem tuj szmaragd. Gdy one podrosną, moje pnącze będzie już ogromne i wdrapie się na drzewo rosnące z drugiej strony muru. Tak sobie to wymarzyłam i mam nadzieję, że za 2 lata będę widziała kwitnącą chmurę zieleni zamiast usychającej,  starej jabłonki. Nadzieje mam wielkie, ale możliwości mojej roślinki są wcale nie mniejsze. Wiem to na pewno, bo miesiąc po przesadzeniu moje cudo zakwitło i  teraz wygląda tak

Milin

Drugą niespodzianką okazały się kwiaty nieznanego clematisa, wykopanego z opuszczonego ogrodu. Byłam przekonana, że w tamtym roku obsypany był dużymi, jasnymi kwiatami, on tymczasem zakwitł tak:

No, może to nie jest szczyt moich marzeń bo kwiatuszki ma bardzo niepozorne, a ja lubię wyraziste rośliny, ale skoro już jest to niech już będzie. Jak na razie kwitnie jak powojnik tangucki. Mam jeszcze nadzieję, że za rok, jak się wzmocni to zakwitnie inaczej, a mam powody żeby tak myśleć……Dawno temu moi rodzice kupili pięknego clematisa, ale kiedy zakwitł bardzo się rozczarowali, bo kwiaty były mikroskopijne. Roślina miała być wyrzucona, tata czuł się oszukany przez sprzedawcę, ale mama posadziła w przypadkowym miejscu tę roślinę i czekała co będzie dalej. Od następnego roku i aż do dziś kwitnie tak:

W związku z tym, że uwielbiam rośliny kwitnące w pastelowych barwach, ten jest moim ulubionym. To powojnik Jan Paweł II.

Równie długo gości w naszym ogrodzie ten clematis (niestety w tym roku systematycznie łamany i gryziony przez naszą suczkę – ogrodowego najeźdźce nr 1). Pod koniec lata udało mu się jednak pozbierać i zakwitł właśnie tak:

Na drugi rok nastawiam się na prawdziwe powojnikowe szaleństwo. Moja siostra kupiła w tym roku ponad 10 nowych odmian, więc liczę na sadzonkę z każdego 🙂